• Ogłoszenia

    • rafcio

      Nowa Wersja Forum   28.07.2016

      Widzisz problemy skontaktuj się z Nami: redakcja@biomist.pl

*Amo Scientiae*

Użytkownicy
  • Zawartość

    31
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

3 Licznik lajków.

O *Amo Scientiae*

  • Tytuł

  • Urodziny

Informacje profilowe

  • Zainteresowania
    Muzyka
    Biologia
    Chemia
    Pianistyka
    Fizyka
    Człowiek
    I inne :)
  • Kto
    Licealistka
  • Płeć
    Kobieta

Ostatnie wizyty

1775 wyświetleń profilu
  1. Na co szczególnie zwrócić uwagę przy nauce? Czy np. Reakcje i charakterystyka opisana w podręczniku nowa era albo pazdro są wystarczające? Jeśli nie to gdzie w ogóle znaleźć jakiś wykaz informacji co trzeba umieć z nieorganicznej? Czy z działu o związkach nieorganicznych oprócz otrzymywania i reakcji char. jest cos jeszcze? Moglibyście podpowiedzieć na co zwrócić uwagę?
  2. Słuchajcie, kojarzycie taka duża, gruba książkę z Fizykii, autorstwa jakiegoś amerykanina, w której było wytłumaczone, trochę tak dla ludzi, którzy nie maja z tym styczności? Tytuł był "Fizyka", chyba kojarzycie o co mi chodzi. I właśnie szukam podobnej książki, encyklopedii, pozycji, która wyjaśniałaby zjawiska, a nie tylko podobała rzeczy do matury. Repetytoriow mam od cholery, ale ani rusz sie z nich uczyć (uczę sie sama, czasem z korep.) Czy istnieje jakaś pozycja, która wyjaśniałaby to bardziej "normalnie", tak jak gdyby nauczyciel opowiadał uczniom nowa lekcje i wprowadzał nowy temat. Mowię o chemii nieorganicznej, ale jakby była jakaś z organicznej, to tez prosiłabym o podanie tytułów. Podsumowując, cos jak ta "Fizyka" Proszę o pomoc!
  3. Hej, szukam repetytorium Krzeczkowskiej z chemii PWN. Jeżeli sami nie macie, popytajcie znajomych, może z klasy lub ze szkoły ktoś ma, a już nie potrzebuje. Ja nie mam za bardzo kontaktow, nie jestem w biol chemie. Znalazłam jedna ofertę, ale jest droga (95 zł - uważam ze to za dużo jak za używana, trochę pozakreślany książkę) Popytajcie, będę bardzo wdzięczna!
  4. Zobacz, na forum jest mnóstwo takich pytań, nowe wydania starych zbiorów bedą po prostu uaktualnione, a podręczniki czy repetytoria niewiele sie zmienia
  5. Hej! ucze sie biologii, nie mam jej w szkole. Jestem w 2 klasie (ostateczna decyzje o zdawaniu podjęłam w listopadzie, wiec robię teraz 1 Cz podręcznika) Mam problem z dobrym systemem robienia zadań. Otorz myślałam ze najlepiej będzie robić je po jakiejś nauczonej partii materiału, ale nawet jeśli rozumiem temat z podr, czy repetytorium, jakoś te zadania nie idą. Chyba będę już ucząc sie przeglądać zad. I sprawdzać odpowiedz, nawet jeśli jej nie znam- co o tym myślicie? W zadania z chemii łatwiej sie wdrożyłam, ale, ze biologia jest przedmiotem innego rodzaju z tymi zadaniami mam jakiś zgrzyt. Czy robić zadania z kart prac do podręcznika nowa era? Czy raczej od razu patrzeć na zadania bardziej maturalne ze zbiorów omegi, czy Witowskiego? Bo mam wrażenie, ze z wyciąganiem wniosków dobrze sobie radzę, problem jest raczej w przelaniu jakiejś tam wiedzy na zadanie, (nawet nie w samym formułowaniu zdania w odpowiedzi) Jak wykorzystać robienie zadań z biologii jako bardziej efektywna cześć nauki, zeby jeszcze bardziej pomogły? Zeby nie w kółko czytać tematy z rożnych książek... Bardzo proszę o odpowiedzi doświadczonych osób, zależy mi na tym.
  6. tz, czy wg Ciebie, po przerobieniu całej nieograniczonej wystarczy piec miesięcy na cała ograniczona?
  7. Oczywiście najpierw w tym roku robię chemię nieorganiczna, to jasne, pytałam sie tylko czy czas pieciu miesięcy na chemię organiczna, do przerobienia ze tak powiem od podstaw z podr. to jest spokojnie do ogarnięcia?
  8. Wiem, ze wszystko zależy od osobniczych zdolności i pamięci, ale Czy obiektywnie wystarczy piec miesięcy, od września klasy maturalnej na nauczenie sie chemii organicznej ( nie powtórzenie do matury, ale przerobienie od podstaw z podręcznikiem)? Nie jestem w klasie biol chem, dlatego pytam sie czy np w biol chemie podręcznik . z chemii org. Zaczyna sie właśnie od nowego roku w klasie maturalnej. Bardzo dziękuje za odpowiedzi związane z Waszymi doświadczeniami, bo chce mięs po prostu trochę poukładane w głowie jak z tym rozłożeniem materiału
  9. Hej! Robię prezentacje na temat zwierząt transgenicznych i chciałam przypomnieć coś o "strukturze genetycznej" (tzn coś jak od DNA do genotypu) Mam pytanie - jak przedstawić to na schemacie. Czy dobrze będzie jeżeli dam najpierw helisę DNA - no i zaznaczę nukleptyd, potem DNA, następnie gen - jako podstawowa jedn. dziedziczności i odcinek DNA (czy gen zaznaczyć umownie na schemacie jako jeden "Skręt" w helisie? Właśnie nie wiem jak to zaznaczyć). Potem ta helisa przejdzie w chromosom, następnie, że genom to komplet 23 chromosomów (u człowieka) zawartych w gametach (czy genom posiadają tylko gamety?) i w końcu, że zygota połączona z dwóch gamet ma diploidalny zestaw 46 chromosomów i na końcu, że genotyp to ogół genów danego organizmu. Czy takie przedstawienie (bez szczegółów) będzie poprawne? I jeszcze jedno pytanie - czy tylko kom. rozdrodcze posiadają hiploidalny zestaw 23 chromosomów, a wszystkie inne w jądrze 46? Bęę bardzo wdzięczna za odpowiedź.
  10. Może trochę nie w kolejności - nazwa - nie mówię o hamowaniu ustawy. Mówiąc, że większość polityków upiera się, miałam namyśli nazwię, nie ustawę. Na zdanie, że in vitro nie leczy niepłodności, mówią, że ale jak to nie, przecież oczywiście, że leczy. Tylko o to mi chodziło, ale z drugiej strony po tylu oględzinach i dyskusjach o tej ustawie, mogliby zmienic tytuł na jakiś adekwatniejszy - "Bo co, bo jak kobieta wychowuje dziecko sama, to na pewno sobie nie poradzi a dziecko będzie miało okropne życie?" - Nic takiego nie powiedziałam, nie chodziło mi też o to, że nie będzie mogła sprostać wychowaniu, potrzebom materialnym dziecka. Samotne matki są samotne, bo maż zginął albo je zostawił. Natomiast aby mieć dziecko potrzebowały partnera. Jeśli teraz kobieta, która jest niepłodna przychodzi do kliniki, chce mieć dziecko metodą invitro, skorzystać z komórek anonimowego dawcy, nie obchodzi jej w żadnym stopniu kto będzie biol. ojcem dziecka, bo ona chce mieć dziecko, wychowywać je sama bez ojca - tak to wygląda, swoim działaniem udowadnia, że nie chce poprostu ojca dla dziecka, bo gdyby chciała przyszłaby z mężem czy partnerem - jest to trochę inne niż fakt, że ojciec zostawia matkę z dzieckiem z jego winy lub z jej. Nikt też nie udowodni mi i nie przekona mnie do tego, że wychowywanie dziecka przez bardzo kochającą matkę jest lepsze lub równe z wychowywaniem dziecka przez tę samą kochającą matkę wraz z kochającym ojcem( podkreślam z kochającym, bo patologie mogą się zdażyć w przypadku samotenej matki jak i 2 rodziców). A co do badań - są też badania, które mówią, że najlepszym rozwiązaniem wychowania dziecka jest wychowanie przez męża i żonę - kobietę i mężczyznę - "Dziecko stanowi obiekt radości i spełnienia" - tak jest też w przypadku 2 rodziców, "Samotne matki otrzymują cenne wsparcie od rodziny, co wzmacnia relacje między nimi a członkami ich rodzin" - tak samo w przypadku 2 rodziców, dziecko otrzymuje wsparcie od 2 rodziców, tak samo z relacjami babć, wujków, cioć i dziadków, relacje w rodzinie też są wzmacniane, "Samotne rodzicielstwo stanowi często bodziec do podjęcia kroków, które w dłuższym okresie mają pozytywny wpływ na życie samotnych matek, np. do zerwania toksycznych związków czy większej ostrożności przy wchodzeniu w kolejne związki" - każdy dorosły powinien być odpowiedzialny za swoje czyny, także za dziecko, związki i relacja z innymi, ten sam problem "wchodzenia w kolejne toksyczne związki" dotyczy kobiet bez dzieci, mążczyzn bez dzieci, także takie osoby też jak widać sa w stanie decydować, czy wejśc w dany związek. "(...)i samotne rodzicielstwo niesie za sobą pewne zalety, których nie niesie za sobą tworzenie pełnej rodziny. Takie pierwsze znalezione" - Twój podany przykład nie jest adekwatny z Twoimi słowami, bo te trzy korzyści wymienione w badaniu są też obecne w "pełnej rodzinie", więc nie zgadzam się z tym, że są to "zalety, których nie niesie ze sobą tworzenie pełnej rodziny". - co do definicji "grupa komórek" napisałam, że jest ona błędna bo jest niepełna (zgadzam się z tym że jest to TAKŻE grupa komórek.. Twoje słowa:"To nie sumienie dyktuje definicje, tylko logiczne rozumowanie oparte na obserwowalnych, udowadnianych zależnościach, zjawiskach, faktach." Fakt; Człowiek to woda, składniki organiczne na bazie węgla, składniki mineralne - dlaczego więc nie wykonuje się legalnie doświadczeń na ludziach? Myślę, że Ty też jesteś przeciwny temu, żeby ta woda i składniki byłu poddawane np. ciężkim testom nowych substancji? "To, czy nazwiesz to człowiekiem, zlepkiem komórek, czy też grudką białek, lipidów, cukrów i innych związków to jest kwestia jakie definicje przyjmujesz." - otóż nie, mogę przyjąć, że jesteś bardzo dużym skupiskiem atomów - co jest prawdą, teraz nazwę kamień trochę mniejszym od Ciebie skupiskiem atomów - co też jest prawdą i powiem, że można Cię potraktować tak samo jak kamień - rozbić to skupisko atomów, zniszczyć, zrobić z nim co tylko się podoba drugiemu człowiekowi.. Więc jeśeli określenie, że jesteś skupiskiem atomów jest prawdą, dlaczego nie przyjąć tego jako jedną z definicji człowieka? Dlatego, że nie zawiera ona wszystkich ważnych i prawdziwych informacji, nie mówi, że atomy w kamieniu nie tworzą żywych komórek, a atomy w ciele człowieka tworzą, żywe komórki. Definicja powinna zawierać wszystkie prawdziwe informacje, nawet jeżeli byłaby ona b. rozbudowana. Definicja w takiej ustwiee to coś ważnego, nie można szastać tym i wybierać niektóre informacje na swoją korzyść, bo właśnie mogę podać "definicję", że jesteś wodą i różnymi związkami i bezkarnie Cię zabić. "(...) kwestia jakie definicje przyjmujesz. Te pomyślane przez mądrych ludzi, czy też te pomyślane przez głupich ludzi, dla których brak dowodu to najlepszy dowód." Jeśli człowiek jest głupi i nie ma potrzebnych informacji, to nie może sformułować pełnej definicji. To tak samo jak czteroletnie dziecko bez wcześniejszej nauki i słyszeniu o tym nie powie Ci dokładnie, co to jest np. kwas solny. Gdyby wszystkie definicje formowane przez głupich ludzi były poprawne, to niepotrzebne byłyby definicje mądrych. - adopcja zarodków zamrożonych - tak jest przewidziana, ale w przypadku tworzenia wielu zarodków, po iluś latach będziemy ich mieli już dziesiątki tysięcy, a może i więcej i jeśli ludzie będą woleli mieć dziecko ze swoich komórek, a myślę, że dużo osób jest się w stanie dla tego poświęcić, a w ustawie jest powiedziane faktycznie, że nie można ich niszczyć, to będą w takim razie musiały być zamrożone na zawsze. A to odnosi się do następnej sprawy, z której to mrożenie zarodków wynika ---------------------> - tworzenie ilości zarodków - "Zdajesz sobie sprawie ile trzeba się nacierpieć, nachodzić i wydać pieniędzy, żeby można było stworzyć zarodek?" tak zdaję sobie sprawę i wolałabym, żeby to było prostsze i mniej skomplikowane. Tak jak napisałeś, to metoda 0-1, zarodek może się przyjąc za 1 razem, może za 7, ale ważam, że dopóki nie wynaleziono skuteczniejszej metody, mniej bolesnej i skomplikowanej, nie powinno się tworzyć większej ilości zarodków i ich mrozić, bo określenie grudki lipidów, białek, cukrów i innych związków, nie jest pełną definicją, tak samo określenie grupy komórek nie jest pełną definicją. Bo w tej ustawie, mam wrażenie jednak w większym stopniu poruszone jest bezpieczeństwo i ogólnie strona rodziców, niż tych właśnie ciągle tworzonych i mrożonych zarodków, które dla mnie są już istotą ludzką - czyli tak jak jest w ustawie - nie można ich zabić, ale nikt nie myśli, co będzie, jeżeli wszystkie zarodki z tego banku zarodków nie zostaną wykorzystane. A prawo można obejśc nielegalnymi metodami. - adopcje przez homoseksualistów - fakt, chodziło mi o to, żeby każdy się wyraził, czy jest za czy nie, ale nie roztrząsał tutaj akurat tej konkretnej sprawy, bo to temat rzeka
  11. Hej! W związku z podpisaniem przez prezydenta ustawy o in vitro, pomyślałam, że można byłoby posłuchać opinii innych w tej sprawie. Tutaj coś o ustawie na stronie ministerstwa, ale nie udało mi się znaleźć samego tekstu ustawy: http://www.mz.gov.pl/aktualnosci/projekt-ustawy-o-leczeniu-nieplodnosci. Proszę, przeczytajcie ze zrozumieniem, żeby poźniej nie było nieporozumień i zostawiajcie swoje opinie i przemyślenia Więc... Popieram metodę invitro (nie tę ustawę, ale o tym zaraz), jako samą metodę, mogącą dać rodzicom ich własne dziecko, aczkolwiek, uważam, że więcej powinien nas obchodzić los dzieci w domach dziecka. Wiem, że rodzice za wszelką cenę pragną mieć dziecko z ich materiałem genetycznycm i myślę, że gdybym sama miała taki problem (odpukać), też rozważałabym metodę invitro w pierwszym impulsie, może desperacji, że jest to ostatnia deska ratunku, ale później chyba myślałabym też intensywnie nad adopcją. Ale wracając do in vitro - popieram sposób, który nie zakłada mrożenia zarodków, tznaczy, nie pozwala na tworzenie od razu np 6 zarodków (dla kobiet powyżej chyba 35 r. z., wg ustawy), tylko jednego i w sytuacji, gdy on się nie przymie, wtedy drugiego. A teraz o ustawie, minusy: 1. Nazwa - "Ustawa o leczeniu niepłodności...", in vitro to nie jest metoda leczenia niapłodności, bo przeciaż nie likwiduje przyczyny. Większość polityków, uparcie upiera się przy tym, nie akceptując zdania specjalistów, lekarzy (to jest też zdanie moich rodziców). Wiem, że to może "tylko" tytuł, ale uważam, że w tak ważnym dokumencie państwowym niepowinno być takiego błędu, w końcu tytuł streszcza zawartość. 2. Cytat ze str. minist. "Określono dwie kategorie osób, które mogą skorzystać z procedur medycznie wspomaganej prokreacji. Przede wszystkim będą to osoby pozostające w związku małżeńskim lub we wspólnym pożyciu, tzw. dawstwo partnerskie. Dawstwo partnerskie to przekazanie przez dawcę (męża-partnera) komórek rozrodczych biorczyni (żonie-partnerce). W dawstwie partnerskim stosowane są komórki rozrodcze biorczyni." Jestem za tylko takim sposobem wybierania biorców i dawców. Tylko małżeństwa lub wspólne pożycie kobiety i mężczyzny, nawet nie same np. matki, bo normalnie musiałyby mieć partnera lub męża żeby mieć dziecko, wg mnie jeśli kobieta chce mieć dziecko metodą invitro i bierze kom. od anonimowego dawcy, jest to niedorzeczne, bo podstawą musi być normalby związek, póżniej rodzina. A dalej w ustawie NAPISANO: Uregulowano również zagadnienia związane z dawstwem komórek rozrodczych i zarodków, tj. przekazywania ich osobom innym niż osoby tworzące dany związek. W tego rodzaju dawstwie chodzi o sytuacje, w których co najmniej jedna z komórek rozrodczych pochodzi od anonimowego dawcy. Należy podkreślić, że w każdym rodzaju dawstwa istotnym elementem procedury medycznej będzie pisemna zgoda – zarówno dawcy, jak i biorczyni. Uważam, że to kolejna niedorzeczność! Jeśli metoda invitro ma zastępować i naśladować w jak największym stopniu metodę naturalna, to wykorzystywanie obcych zarodków w in vitro jest nienormalne. Jeśli jakaś para chce wykorzystać obce komórki z jakiegoś powodu, to uważam, że powinna adoptowac urodzonego już zrdowego malucha. Druga rzecz - jeśli w Polsce dojdzie do zalegalizowania związków partnerskich, to ustawa otworzy drzwi do posiadania dziecka przez homoseksualistów - kupują zarodek, wynajmują surogatkę i gotowe. Uważam, że homoseksualiści nie powinni mieć dzieci i WIEM, że to kwestia sporna, także jeśli chcecie o tym podyskutować to złóżcie proszę nowy wątek, bo możne o tym dużo pisać, a tu odnośmy się do tych innych rzeczy 3. Cytat:Zgodnie z ustawą, ograniczone będzie tworzenie nadliczbowych zarodków. Przyjęto, że zapłodnieniu będzie podlegać nie więcej niż 6 żeńskich komórek rozrodczych. Ponadto – do 10 – ograniczono liczbę urodzonych dzieci pochodzących od jednego dawcy komórek rozrodczych w dawstwie innym niż partnerskie. Wynika to z konieczności zmniejszenia ryzyka wystąpienia genetycznie spokrewnionych potomków jednego dawcy. To o czym już powiedziałam, uważam, że tworzenie nadliczbowych zarodków jest złe, bo dla mnie zarodek od chwili pocżęcia, jest już istnieniem ludzkim, a więc jeśli te istnienia są poźniej zamrażanie lub nie daj Boże w jakiś sposób niszczone, to jest to zabicię życia. W ustawie zarodek określony jest jako "grupa komórek" - taka jest definicja. Jest to definicja błędna, dlatego że niepełna, bo to jest więcej niż jedna komórka, ale nie taka sama grupa komórek, jak np. grupa komórek naskórka. Uważam, że to kolejny błąd, bo definicja w dokumencie państwowym powinna być dokładna, a tym czasem stawia zarodek ludzki na równi właśnie z "grupą komórek". Dlatego tworzenie jednego zarodka, tak jak to jest naturalnie, a jeśli z jakichś przyczyn naturalnych się nie przyjmie, to wtedy pobieranie następnej pary kom. i próbowanie jeszcze raz. Tworzenie nadliczbowych zarodków (gdzie prawdopodobnie liczna będzie większ niż te 6) jest ułatwieniem dla rodziców, nie liczy się tu interes tych istnień. 4. Umozliwienie pobranie komórek od np. nieprzytomnego dawcy, takiego, który nie może wyrazić zgody na samo pobranie komórek (nie na wykorzystanie ich w in vitro) - prezydent odesłał ten punkt do trybunału. No to bardzo głupie, nie wiem po co się on znalazł w ust. na początku 5. Cytat: Ustawa określa podmioty, które będą prowadzić działalność związaną z procedurami medycznie wspomaganej prokreacji. Będą to: bank komórek rozrodczych i zarodków - gromadzenie, przechowywanie i dystrybuowanie komórek i zarodków z zachowaniem najwyższych standardów bezpieczeństwa i ochroną przed nieupoważnionymi ingerencjami(...)" Mrożenie zarodków, które będąmogly być zamrożone nawet kilkadziesiąt lat. Pierwsze pytanie: Jeżeli nie wszystkie będą wykorzystane do metody in vitro, to co się z nimi stanie? Będą tak trwały w nieskończoność, czy jakimś magicznym sposobem jako"grupa komórek" przestaną instnieć? Dlatego jestem absolutnie przeciwna tworzeniu dodatkowych zarodków. 6. Cytat: Uregulowano również zagadnienia dotyczące wydawania i cofania pozwoleń bankom komórek rozrodczych i zarodków na wywóz/przywóz komórek rozrodczych lub zarodków z Polski do państw innych niż państwa członkowskie UE. Pozwolenia udzielane będą na okres nie dłuższy niż 5 lat. Kolejne manipulowanie życiem ludzkim. Co sądzicie?
  12. Wiem, masz racje, Duzo mozna w medycynie., ale rozwazalam po prostu, dlaczego jesli wlasnie, np, Sa terapie genowe, komorkami macierzystymi, to rzecz chyba łatwiejsza niz tamte jest trudno dobrze zrobic. Ciekawi mnie czy sa jakies bariery medyczne, mozna powiedziec, bo praca manualna chirurga, to juz inna sprawa... Np czy mozna wszczepis, zalozmy na stale rzese o okreslonej dlugosci, tzn jakby bez cebulki,, ktora nie bedzie juz rosla, tylko pozostanie takiej dlugosi i takie tam A swoja droga czy sa jakies inne zwiazki chem, ktore powodowaly by, to wydluzenie fazy wzrostu wlosa? Bo np. czytalam opinie, ze po uzyciu tego bimatoprostu, nie tylko rzesy rosly dluzsze, ale tez nowe, to znaczy, ze w jakis sposob musialy sie stworzyc nowe mieszki, z ktorych pozniej wyrastaly wlosy, albo musialy zostac pobudzone.. Ciekawy temat, chyba zaintetesuje sie niem powazniej w przyszlosci
  13. To prawda najczesciej przeszczepia sie wlosy z tylu glowy, ale kest metoda SAFER, ktora pozwala na pobranie pojedynczych mieszkow wlosowych takze z innych czesci ciala, np. Z nog, klatki piersiowej itd Wlos juz sklonowano i wyhodowano w laboratorium mieszek wlosowy, wiec zastanawialam sie dlaczego nie moznaby hodowac mieszkow wlosowych rzes, ktore np maja wzrost ograniczony do np ,1,5 cm i pozniej je wszczepiac. Wlasnie co do wyglady tych brwi- czy wszczepienie takiego wlosa pod odpowiednim katem jest az takim problemem w dobie zaawansowanych protez dla niepelnosprawnych i innych przelomowych rzeczy?
  14. Przepraszam za dlugi post, ale mysle, ze warto podyskutowac prosze wszystkich, ktorzy cos o tym wiedza o przeczytanie i podzielenie sie informacjami. Jako, ze jestem dziewczyna, szukajac ostatnio nowinek kosmetycznych, natknelam sie na jakiejs stronie czy forum na bimatoprost i kosmetyki do rzes, ktore zawieraja ten srodek. Slyszalam juz o nim wczesniej, jako o leku na jaskre,ale teraz zobaczylam komentarze kobiet, w stylu: "stosowalam te odzywke, mam dlugasne rzesy na 2 cm!!!" albo "moje rzesy to byla tragedia, a teraz sa czarne i dluuugie!" Itp. No wiec poczytalam wiecej o samych rzesach, brwiach, bimatoproscie, az doszlam do lysienia, przeszczepow rzes, brwi i wlosow. No wiec ogolnie, zaczynajac od samych "kosmetycznych" spraw - niedoskonalosci i problemow, w szczegolnosci kobiet, z rzesami i brwiami- mozna mnozyc- nie ta gestosc, grubosc wlosow, dlugosc, kolor faktura, lamliwosc, okres wzrostu i wypadania... Wiekszosc mezczyzn i moze powiedziec, ze to blachy problem, czy ktos ma takie czy siakie brwi i zgadzam sie z tym, ze w porownaniu do chorob, niepelnosprawnosci i innych problemow, ktore medycyna ma jeszcze rozwiazac, rzeczywiscie nie ma co sie nadmiernie tym orzejmowac JEDNAKZE - lysienie, to juz problem dosc duzej czescie populacji, osoby po chemioterapi bylyby rowniez wdzieczne, gdyby mogly miec znow geste brwi, rzesy i wlosy- wyobrazcie sobie radosc wszystkich kobiet, ktore dzieki malo inwazyjnemu przeszczepowi brwi i rzes nie musialyby korzystac z wszystkich zageszczajacych kosmetykow do brwi ( nie mowie o wycofaniu tuszy do rzes, bo te nawet przy gestych rzesach sa bardzo fajne Sa dostepne przeszczepy brwi i rzes ( z przeszczepami wlosow na glowe troche jest lepiej)- ale mozecie poczytac, metody te nie sa doskonale, dosc drogie, chodzi mi tez o same efekty( przynajmniej te, ktore widzialam w googlach) no, te brwi nie wygladaja na naturalne, ladne i geste. Zapewne( i mam nadzieje) ze w nastepnych latach te sposoby beda bardziej zaawansowane, ale pytanie DLACZEGO JESZCZE nie jest to powszechna i b. dobra metoda?? Mechanizmy lysienia i skutecznemu zapobieganiu nie sa, z tego co czytalam, w stu procentach poznane, ale z tak malym wloskiem, jakim kest rzesa, ktory wczepiony jest w skore zaledwie kilka milimetrow, musi byc taki problem? To jedno pytanie i Wasze rozmyslania.. A DRUGIE: bimatoprost- skladnik leku na jaskre, obniza cisnienie wewnatrz galkowe,"Syntetyczny prostamid zbliżony pod względem budowy do prostaglandyny F2α (PGF2α), który nie działa na żaden ze znanych receptorów prostaglandyn. Silnie obniża ciśnienie wewnątrzgałkowe, zwiększając odpływ cieczy wodnistej z oka przez siatkę włókien kolagenowych w kącie przesączania, a także nasilając odpływ drogą naczyniówkowo-twardówkową. Wsrod dzialan niepozadanych sa: nasz bardzo porzadany nadmierny wzrost rzęs (do 45% chorych w pierwszym roku), przekrwienie spojówek (do 44% chorych w pierwszym roku), świąd (do 14% chorych w pierwszym roku). Często: ból głowy, powierzchniowe punktowe zapalenie rogówki, nadżerka rogówki, uczucie pieczenia w oku, podrażnienie oczu, ale tez duzo powazniejsze. Na jaskre na pewno pomaga, ale od jakiegos czasu, kiedy zrobilo sie to bum na bimatoprost, dodawany takze do odzywek do rzes w malych ilosciach, jako cudowny specyfik na wzrost rzes. Efekty we wzroscie rzes u wiekszosci sa b duze, oczywiscie nie trwale, bo po odstawieniu odzywki rzesy wracaja do poprzedniego stanu. Ale tez grozne, bo wystepuja czesto wlasnie inne dziakania niepozadane, a nieswiadome kobiety moga sobie zrobic krzywde. I TU MOJE 2 pytanie: co takiego jest w tym bimatoproscie, ze rzesy po nim tak rosna? Czy nie dalo by sie, no nie wiem, np wyselekcjonowac takiego skladnika, ktory powodowalby tylko wzrosc rzes? Jedna pani na jakims forum pisala, ze po jakims leku obnizajacym cisnienie krwi( nie wiem czy w organizmie czy w oku) tez nastapil duzy wzrost wlosow oglonie- brwi, rzes, owlosienia na konczynach. Nie slyszalam o innym specyfiku, ktory powodowalby taki wzrost rzes, co prawda jest duzo sybstancji, ktore pozytywnie wplywaja na kondycje rzes, ale de facto nie na sam tak przyspieszony wzrost. Wiec co jest z tym obnizaniem cisnienia w galce ocznej- czy to przez to rzesy tak rosna? Prosze o opinie
  15. Co do naszego spoleczenstwa: mysle, ze rzeczywiscie moze byc postrzegane jako troche nietolerancyjne w stosunku do na Usa, lub innych krajow, ktore sa niby bardziej tolerancyjne. Ale wg mnie wynika to z tego, ze np w usa poziom akceptowania wszystkiego jest tak duzy, ze az dziwny i niedobry. Oczywiscie, niektorzy sa wrogo nastawieni do homoseksualistow, jako do samych osob, tylko dla tego, ze mowia o sobie, jako o osobach z inna orientacja- to potepiam Co do mnie- jestem osoba wierzaca. Moj syosunek do homoseksualizmu: uwazam, ze ok, ktos moze nyc nie wierzacy, nie akceptuje tego, ze religia( nie tylko chrzescijanska) mowi, ze to grzech. Ale wg mnie jest to sprzeczne z natura- gdyby tlumaczyc to z biologicznego punktu widzenia. Ok, niektorzy zagorzali zwolennicy homoseks. Mowia, ze i w przyrodzie sa takie przypadki, ale sa to wyjatki- notmalny "zwiazek" zwierzat i ludzi to samiec+samica. Dla mnie np. Jest to normalne, ze od zawsze malzenstwem byla kobieta i mezczyzna. Nigdy tez nie bylam wychowywana w potepieniu dla gejow, lesbijek. Ale wiecie dla czego? Dlatego, ze wiem, z tego co czytalam, osobiscie nie mam takiej wiedzy, zeby samemu o tym osadzac, ze czasem ludzie moga miec problemy, psychiczne, mentalne, jakby to inaczj nazwac, ze no czuja pociag do tej samej plci itd. Natomiast obstawiam, zr na swiecie osob, wsrod tych ktore deklaruja sie jako homoseksualne, obstawiam, ze jest ich ok 1 moze 2 % Wiekszosc homoseksualnych Polakow, zobaczcie na filmy z Parady Rownosci, z mediow, to jakies intelektualne mendy, ktore maja albo mie rowno pod sufitem, albo robia to dla zademonstrowania swojej rzekomo tolerancyjnosci- po prostu ludzie, ktorych nie nazwalabym inteligentnymi i madrymi. Nie mam pomysu jak zwalczyc takie glupie zachowania, sama, gdybym znala jakiegos" notmalnego homoseksualiste"- czyli osobe, jakby powiedziec, z realnym problemem "mentalnosciowym", najpierw probowalabym ja przekonac i udowodnic ze wcale taka nie jest. Nie wiem czy dobrze mowie, ze sa w ogole osoby z takimi problemami, bo, mowie, nie mam tak duzej wiedzy i obserwacji, ale uwazam, ze, no, moga takie byc. Oceniam tez osobe- niestety wiekszosc z tych osob homoseks. pokazywanych w telewizji, mediach, internecie to dla mnie po prostu osoby nienormalne ( mowie tu o tych ewidentnych "oszolomach", chyba wiekszosc z Was potrafiloby ich rozpoznac Co do tej tolerancji nastolatkow, tudziez osob juz w miare doroslych, ktore wdaja sie w dyskusjach na facebooku i sa za homoseks. Czasami chce mi sie plakac, jak widze ich glupie argumenty i spory. Wiec uwazam- porzadne wysztalcenie dzieci, uczenie tolerancji, ale nie na wszystko, nie na rzeczy zle ( czyli np "gejow oszolomow" patrz wyzej o kogo mi chodzi) w koncu rzeczy zle( mowie w skrocie) trzeba zwalczac, ale w dobrym znaczeniu- eliminowac, zmieniac, zeby zostalo jak najwiecej rzeczy dobrych ( tez ogolne znaczenie), promowanie modelu rodziny mezczyzna+kobieta, ktory uwazam jest jedynym slusznym. A w ostatecznosci dobre palniecie w lep tych, do ktorych juz nic nie dociera, bo uwazaja, ze tolerancja, jest akceptowaniem wszystkiego Zaraz druga czesc o legalizacji zwiazkow homoseks. I tym podobne
Partnerem serwisu są: Karty Plastikowe | Optymalizacja zus | Więcej informacji o kartach www.plastkart.pl