• Ogłoszenia

    • rafcio

      Nowa Wersja Forum   28.07.2016

      Widzisz problemy skontaktuj się z Nami: redakcja@biomist.pl

Jakusz

Użytkownicy
  • Zawartość

    17
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

1 Licznik lajków.

O Jakusz

  • Tytuł

  • Urodziny

Informacje profilowe

  • Płeć
    Mężczyzna
  1. 1. Produkcja hormonu. Bardzo zgrubnie - hormon białkowy produkowany jest tak, jak każde inne białko. W związku z jakimś innym sygnałem, który trafia do komórki wydzielniczej, następuje transkrypcja określonego fragmentu DNA, translacja, powstaje białko, które może ulegać dalszej obróbce (transkrypt wcześniej z resztą też) trafia do odpowiedniego kompartmentu retikulum endoplazmatycznego i jest kierowane do błony, gdzie pęcherzyk wydzielniczy łączy się z błoną wydzielając na zewnątrz hormon. Żeby opowiedzieć, jak ten proces działa w szczegółach, potrzebnych jest kilkadziesiąt godzin przedmiotu w zakresie biologii komórki. 2. Gdy hormon trafia do komórki docelowej, jak już wcześniej wspomniano, aktywuje kaskadę sygnałową (jest to tzw. proces transdukcji sygnału - jeśli o nim poczytasz, mam nadzieję, że zrozumiesz zasadę, która niekoniecznie dotyczy tylko hormonów, ale ogóle całej szeroko rozumianej komunikacji komórek w organizmie). Kaskada ta jest procesem wieloetapowym opartym zwykle na fosforylacji i defosforylacji kolejnych białek w szlaku. Oba procesy spełniają funkcję, którą można określić jako włącz/wyłącz, przykładowo wyobraź sobie, że jesteś białkiem i twoim zadaniem jest smarowanie kromek chleba masłem, a innych osób w pokoju (innych białek) krojeniem kromek, kładzeniem szynki itd. Jeśli "zostaniesz sfosforylowana", tzn. przyłączona zostanie do Ciebie reszta fosforanowa, działa to jak aktywator, który "napędza" Cię do działania - smarowania masłem kromek. Gorąco polecam książkę "Podstawy biologii komórki" Bruce Alberts i in.
  2. Trzyszcz - i znowu te argumenty ad personam... ah. Przykre, bo opinię masz pozytywną jako forumowicz, a w Twoich postach, w tej dyskusji tego nie widać. Lith - zatem zgodnie z Twoim tokiem rozumowania mogę sobie mój egzamin magisterski i licencjacki na papier toaletowy przerobić, bo mieliśmy listę pytań, które były publicznie znane i z nich podczas obrony wybierała komisja pytania do zadania (pytań/zagadnień były setki). Mniej więcej to mam na myśli mówiąc giełdy tzn. np. zapamiętane przez studentów zagadnienia i pytania z lat poprzednich. Cała lista, bardzo długa i często pytania się nie powtarzały.
  3. Nie wiem, może wyjątek, trudno mi powiedzieć. Ale jaki wyciek? Sami prowadzący często mówili podczas studiów: "Macie przecież giełdy, wiecie o co i jak pytam". Co nie oznaczało, że pytania były te same. A giełdy nie tworzy się z ukradzionych egzaminów, tylko z zapamiętanych zagadnień.
  4. Trzyszcz - nie jest istotne to, co ja robiłem, robię, ale zrobię Ci tą przyjemność i odpowiem . Nie, nigdy nie ściągałem (słyszę już z oddali krzyki i wrzaski biegnącej gawiedzi, że ten Pan niemożliwości bredzi). Właśnie dlatego, że nie zależało mi na ocenach, gdy to nie był przedmiot wybitnie dla mnie. Giełdy to nie są ściągi - giełdy pytań to u nas sami prowadzący tworzą. Studenci na moim wydziale po trzy razy tego samego egzaminu nie zdają choć mają te same giełdy i to dobrze opracowane.
  5. Z mojej perspektywy - strzępy informacji z pierwszego posta (zakładałem, że nie ma tam całego obrazu sprawy) są jedynie zarzewiem dyskusji, a nie obrazem konkretnej sytuacji. Trudno któremukolwiek/którejkolwiek z nas wypowiedzieć, że co do faktycznej sytuacji na tamtym egzaminie. Prawo do tego mają jedynie świadkowie. Ale to zupełnie na marginesie. A tak w ogóle chciałem rozwinąć temat przyczyn ściągania - szkoda, że nikt go nie podjął.
  6. Trzyszcz - a mnie żal, że co najmniej dwukrotnie na przestrzeni kilku postów nie potrafisz odnieść się do wypowiedzi użytkowników merytorycznie, a jedynie za pomocą argumentów ad personam lub używając obraźliwych stwierdzeń typu "Anty, czy ty zawsze musisz napisać coś głupiego"? Dość dyskredytujące stwierdzenie, nie uważasz?
  7. Nie ma to jak rozważania merytoryczne na temat lubienia lub nielubienia kogoś. Czy to jest meritum, o którym tutaj piszecie? A do sprecyzowania - donosicielstwo, kojarzy mi się głównie z czasami stalinowskimi lub późniejszej PRL, raczej nacechowane pejoratywnie znaczenie działania, mającego na celu celowe zaszkodzenie komuś lub czemuś w kontekście opresyjnego prawa/państwa/instytucji. W przeciwnym razie, to co robi każdy prokurator jest donosicielstwem, bo w majestacie prawa donosi władzy sądowniczej dowody popełnionych przestępstw przez jednostki/instytucje/firmy. Nie widzę sensu brnąć z Wami w dyskusję, w której bronicie kogoś kto oszukiwał. Dla mnie sprawa jest jasna. Dla Was wygląda to tak: "biednej dziewczynie się nie udało oszukać przez świnie kolegę, który zwrócił uwagę, że oszukuje". Zaproponuję Wam inny przykład. Właściciel straganu na jednym ze znanych corocznych targów, zgłosił w US, że będzie sprzedawał słodycze z importu. Na jego straganie pojawiają się też środki chemiczne, na których sprzedaż pozwolenia niema (dajmy na to, że obserwator jest wszechwiedzący w tym momencie i wie na co te pozwolenia zostały wydane). Inni sprzedawcy uzyskali pozwolenia na sprzedaż innych produktów m.in. np. środków chemicznych. Co robicie? A. Zwracacie grzecznie uwagę sprzedawcy, że nie ma prawa sprzedawać tego, czego nie zgłosił. (zakładam, że to efektu mieć nie będzie) B. Składacie skargę do US na łamiącego prawo sprzedawcę. C. Zgadzacie się na to, by sprzedawca oszukiwał innych sprzedawców, a także was (jego i wasze podatki z różnych aktywności społecznych idą do wspólnej kasy, tak czy inaczej) - zaznaczam, że brak rejestracji sprzedaży określonych produktów wiąże się z brakiem opodatkowania tej sprzedaży.
  8. Moim zdaniem to nie było donosicielstwo. Moim zdaniem do był objaw niezwykle rzadkiej postawy, która nazywa się prawością. Jeśli widzę, że ktoś robi coś, co jest sprzeczne z zasadami (prawnymi lub innymi), na które się umówiliśmy, to reagują na to, bo ta osoba łamie też moje prawa. Keti - piszesz, że ściąganie i krętactwo oraz okradanie państwa są akceptowane w Polsce społecznie. A ty jaką właśnie postawę przyjęłaś? Czy brak reakcji na taką sytuację, nie jest akceptacją? Bo ja nie widzę innej możliwości, skoro napiętnujesz, kogoś kto powiedział temu "nie". Miał zgłosisz wykładowcom? Dobrze, a czy oni nie zapytaliby go o to, kto ściągał? A jeśliby wtedy nie powiedział, to co? Mają zastosować odpowiedzialność zbiorową? Nie bądźmy śmieszni. Ściągasz - licz się z konsekwencjami i tym, że ktoś wskaże cię placem. Nie wierze, że mamy jeszcze taką dyskusję w Polsce. Takie zachowanie jest po prostu nie do pomyślenia w rozwiniętych krajach i student wylatuje z uczelni za ściąganie.
  9. Postawię sprawę jasno. Nie ma czegoś takiego jak przymykanie oka, półściąganie lub jakakolwiek inna forma zmiękczenia tej aktywności. Ściąganie jest zerojedynkowe i kropka. Jeśli Twoja odpowiedź na zadane na egzaminie pytania, nie pochodzi z informacji, które zapamiętałeś/aś, tylko z zapisanych notatek, ściąg, telefonu, internetu, kolegi lub koleżanki itd. to jest to niedopuszczalne. Zasada jest jasna. Należy zastanowić się bardziej nad tym, skąd pokusa by ściągać i czy przypadkiem, skoro egzamin, ściągając np. z użyciem internetu, da się napisać na bardzo dobrą ocenę, nie jest źle skonstruowany, bo sprawdza jedynie wiedzę encyklopedyczną, a nie sposób rozwiązywania problemów, łączenie zdobytych wiedzy i umiejętności, myślenia kreatywnego. Moim zdaniem pokusa bierze się stąd, że część osób widzi jakim bezcelowym zadaniem jest uczenie się wiedzy encyklopedycznej, skoro te informacje są dzisiaj dostępne w ciągu 20-30 sekund na dowolnych urządzeniu z podłączeniem do internetu. Egzaminy, szczególnie te na studiach, powinny być skonstruowane bardziej problemowo, albo przynajmniej mieć dwie części - encyklopedyczną (np. z zadaniami testowymi) i otwartą z mądrymi zadaniami, które mają pokazać jak student myśli i czy rozumie to, czego się nauczył, a nie czy pamięta to, co zapisał w notatkach. Za często sprawdzamy pamięć, a nie umiejętności. Ale nie mam tu na myśli sprawdzania umiejętności takich, jak na maturze, bo moim zdaniem posunięto się za daleko i uczniowie są w stanie skończyć LO i zdać maturę z dobrym wynikiem, a nie być wykształconymi.
  10. Genialnie napisane, świetne. Udostępniłem sobie na facebooku. Nic dodać nic ująć jeśli chodzi nie tylko o domniemany syndrom postaborcyjny, ale aborcję jako taką. Okazuję się podobna metoda wmawiania różnych, rzeczy i znajdowania winnego (w postaci tego kim jesteś, co robisz, co myślisz) jest bardzo popularna wśród konserwatystów.
  11. Zgodzę się, że należy na więcej badań poczekać. Nie mniej jednak trzeba będzie się nieźle nagłowić, żeby zakładając dziedziczenie epigenetyczne jako prawdziwie, jednocześnie nie podważyć dziedziczenia genowego. Można założyć, że jedno drugiego nie wyklucza, ale mówiąc oględnie, można wylać dziecko z kąpielą i każdą nietypową fenotypową cechę osobnika uznać, za działanie tajemniczego efektu dziedziczenia epigenetycznego. Ta teoria mocno trąci Lamarckiem. Nie sądzisz?
  12. Okej - przyjmuję, faktycznie konkluzje z tych artykułów byłyby takie jak napisałeś. Trudno mi po pobieżnym przejrzeniu stwierdzić, jak odnieść do metodologii, którą tam przedstawiono. Na szybko znaleziona publikacja poniżej (po polsku), jak będę miał chwilę to poszukam głębiej. W zasadzie jedne badania przeczą innym. Chyba, że trzeba przyjąć, że jedna metylacja (piętno genomowe) nie wyklucza tej drugiej. http://www.phmd.pl/fulltxt.php?ICID=924953
  13. Przepraszam, ale to co napisałem to absolutna nieprawda. Nie ma czegoś takiego, jak wpływ "głodowania" na metylację DNA i do tego wywodzenie z tego, ze ta metylacja będzie dziedziczona. Metylacja nie jest u zwierząt dziedziczona w ogóle! Zmiany epigenetyczne, czyli np. wzór metylacji (tzw. piętno genomowe) zachodzi podczas tworzenia gamet, ale nie ma to związku z dietą, życiem, słuchaniem muzyki czy czymkolwiek innym robionym przez rodzica. Jest to losowy proces prowadzący do wyłączenia jednego z pary allelu kształtujący się w trakcie gametogenezy zarówno u rodzica męskiego jak i żeńskiego. Ponadto, wzór taki, czy też konfiguracja przekazana potomstwu nie ulega zmienia podczas rozwoju osobniczego potomka. Dopiero podczas gametogenezy u potomka (który stanie się rodzicem), następuje nowe przetasowanie i powstanie kolejnego wzoru metylacji na wytwarzanych przez niego gametach. Jeśli w trakcie rozwoju osobniczego nie zachodzi zmiana wzoru metylacji, to żadna czynność wykonywana przez rodzica nie będzie przekazana w postaci informacji zapisanej we wzorze metylacji następnemu pokoleniu. Używaj proszę pojęć, gdy w pełni je rozumiesz.
  14. Przykro mi, ale to nie jest porost. Te zielone gałązki to jest mech - Drabik drzewkowaty. Ewentualnie, możesz mieć na myśli faktycznie porost (niebieska narośl) rosnący pomiędzy mchem (w górnej części zdjęcia) - to jest prawdopodobnie Lepraria, ale potrzebne byłoby lepsze zdjęcie ze zbliżeniem.
  15. Dorzucę trzy grosze. Nie wgłębiając się teraz w temat, jedną z najciekawszych grup roślin są storczyki, jeśli chodzi o kwestie ewolucyjne. Taksonomowie mają niezły orzech do zgryzienia, bo proces specjacji u storczyków i powstawania nowych gatunków jest w tej chwili niezwykle intensywny, dynamiczny i wielokierunkowy. Grupa jest młoda i dlatego zawiera tak dużo gatunków. Prawdopodobnie z czasem wyróżnią się te, które przetrwają ten okres burzliwych zmian. W odniesieniu do ludzi. Zamiast dynamiczne specjacji, mamy raczej mieszanie się wcześniej izolowanych grup, co doprowadza raczej do ujednolicenia populacji.