• Ogłoszenia

    • rafcio

      Nowa Wersja Forum   28.07.2016

      Widzisz problemy skontaktuj się z Nami: redakcja@biomist.pl

Korczaszko

Autostopowiczka
  • Zawartość

    124
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Days Won

    4

Korczaszko last won the day on 17 Lipiec 2015

Korczaszko had the most liked content!

Reputacja

17 Licznik lajków.

O Korczaszko

  • Tytuł

  • Urodziny

Informacje profilowe

  • Płeć
    Kobieta
  1. Zależy od grupy. Staże są podzielone na 3 miesiące, każda grupa ma miesiąc stażu. Może wypaść w marcu, a może w maju
  2. Kilka osób z mojego roku, w tym bliska koleżanka. Wszyscy zadowoleni. Ona była na 6 roku. Co chciałabyś wiedzieć?
  3. Fakultet z Kindą? Jakie tematy zostały ? Może podjadę z kotką
  4. Muszą jechać. Najpierw przyjmują 2 x za dużo osób, potem katedry nie są w stanie tego ogarnąć. Poza tym no nie oszukujmy się stężenie, debili jest co raz większe. No a potem płacz, bo "nie ma pracy dla osób z moim wykształceniem".
  5. Ja mam tylko plotki z dziesiątej ręki, wiadomo jak z nimi jest chyba nie ma co wierzyć. 200 osób? To ładnie golą. Ilu was zaczynało?
  6. Słyszałam, że pojechali z APami. Początkowo dobra zdawalność a na koniec oblewali prawie wszyscy, żeby dobić do założeń katedry - 40 osób miało oblać w planach... bo 2 grupy chciał mieć emerytowany profesor :| (słyszałam o tym już w czerwcu od pracownika sąsiedniej katedry). Ponoć jedna dziewczyna nie zdała.. bo prof uznał, że wg najnowszych badań nosówkę wywołują bakterie a nie wirus... prawda to czy plotki?
  7. Zalicza się praktyczne badanie pod okiem prowadzących, pod okiem pana dr ośrodki, pod okiem pani dr półtusze. Do tego zadają pytania teoretyczne na temat badania i tematów pokrewnych. Ogólnie samo zaliczenie jest dosyć dużą niewiadomą. Jedni dostają po parę pytań od obojga prowadzących, inni żadnego. A potem okazuje się, że kto zdał a kto nie i nie ma tu żadnego logicznego wytłumaczenia Poprawa jest ustna na miejscu na wydziale tylko u pani doktor, prędzej czy później każdy zalicza. Następne praktyki z przetwórstwa zalicza się ustnie, na wydziale, pytania ogólne (nie pamiętam żadnego przykładowego).
  8. Jezyk daje pkt na doktorat. Uznają poziom który się zaliczylo ma studiach, można też pisać egzamin przed rozpoczęciem doktoratu i pewnie liczą jakieś pytania oficjalne certyfikaty. chyba tylko do tego przydaje się egzamin na 2 roku
  9. Spoko. Fajnie, że ogarniasz te wszystkie progi machnęłam się z wrocławskimi, ale już poprawiłam
  10. Lublin Olsztyn Warszawa 158(160 - jeśli to jest 2-gi kierunek kandydata) Wrocław stacjonarne: 161 niestacjonarne: 150 Poznań Kraków
  11. Ja lubiłam studiować (wiadomo nie w okresie kolokwiów ze wszystkiego ). Co do znalezienia sobie fajnej lecznicy - też tak myślałam I tak chodziłam troszkę na 4 i regularnie od 5 roku do przychodni. Plusy - widzi się bardzo dużo ogólnych rzeczy z różnych dziedzin, prowadzenie pacjenta od początku do końca, mniej studentów to łatwiej pytać i zaprzyjaźnić się z lekarzami -> czyli łatwiej doprosić się o coś praktycznego do zrobienia, dopytać o jakiegoś pacjenta którego widziało się tydzień wcześniej, czy pogrzebać w kartotece i samemu dowiedzieć się co się działo. Minusy zwykle nie ma kogoś bardzo dobrego w konkretnych dziedzinach. Ma się wiedzę ogólną, ale brak bardziej specjalistycznej i tu powraca do łask uczelnia. Ja uroki uczelni odkryłam dopiero na VI roku łażąc na kardiologię i tak widziałam i słyszałam więcej wad serca niż typowy lekarz pracujący w małej przychodni, do tego prowadzenie zaawansowanych ZNS. Bardzo żałuję, że nie zdecydowałam się wcześniej. Warto samemu ogarnąć podstawy, bo nikt nie wytłumaczy co to jest endokardioza (choć na wykładach z interny psów i kotów to będzie ), a już zdecydowanie nikt nie wyjaśni podstaw EKG (a podstawy są na tyle proste, że z książką/artykułami można je spokojnieogarniać). Mając taką minimalną wiedzę dyżury NN są naprawdę fajne, można pytać o wszystko (no poza bzdetami "a co to jest migotanie przedsionków") ja jeszcze na kardio chodziłam na stażu i chętnie pochodziłabym dalej. Dermatologia - tu w ogóle nie trzeba umieć nic i można pytać o każdą bzdurę. Derma to jedna z częstszych przyczyn wizyt w przychodniach, więc tym bardziej warto. Tylko trzeba się szykować na długie wizyty, gdzie jednym z dłuższych elementów jest wywiad, niektórzy mogą się nudzić. Większość przypadków to atopie, ale rzadsze rzeczy też się trafiają - a zobaczenie czegoś utrwala, że taka choroba istnieje. Do tego można złapać podstawy cytologii. Radiologia na USG czy RTG można popatrzeć w prawie każdym gabinecie, ale znów to często badania po łebkach. Głowicy się nie dotknie wiadomka ale można się opatrzeć. Na neuro nie chodziłam, niektórzy lubią Wrzosa, inni uważają że jest gburowaty i nie chce uczyć. Neuro to dla mnie czarna magia :v zresztą dla wielu jest, mało kto się na niej zna. Chirurgia - to już zależy od osoby. Zwykle są tłumy, bo zajęcia z III roku, do tego stażyści. Dla mnie gapienie się na zabieg bez tłumaczenia nic nie daje. Ba! Mi to nic nie daje póki sama czegoś nie zrobię ale nie mam drygu do chirurgii. Jak się odpowiednio długo pochodzi to może skapnie czasem jakieś szycie, ale to już guru chirurgiczne musi bardzo lubić taką osobę. Poza wymienionymi jest jeszcze ekipa od endoskopii, czyli gastro/pulmo, zawsze dają wenflonować i są mili. Niektórzy chodzili na stomę i sobie chwalili, jest też onkologia, a tego też prawie nikt nie robi. Na klinice zakaźnych jest ambulatorium dla egzotyków - również miało swoich fanów, rozród też raczej ok - można popatrzeć na prowadzenie hodowli, ciąży, wyznaczanie terminu krycia (cytologie pochwy), trochę rozrodowych zabiegów (sterylki, kastracje, mastektomie, cesarki) i większa szansa, że coś się dostanie do roboty niż na chirurgii. Podsumowując nie ma co się obrażać na kliniki - najlepiej wybrać sobie jakieś specjalności i chodzić na dyżury do tego jakaś ogólna przychodnia (znałam takich co ogarniali nieźle ogarniali jakąś bardziej specjalistyczną dziedzinę, a gubili się w schemacie szczepień szczeniaka ). Jeśli uczelnie ograniczymy tylko do obowiązkowych zajęć to rzeczywiście wydaje się to słabe, bo bez własnego zaangażowania i poświęcania wolnego czasu można skończyć studia nie dotykając żadnego zwierzaka i nie umiejąc kompletnie nic. Co do przestarzałych info na internie... No cóż profesor jest legendarny... wszyscy go traktują z pobłażliwością. Na pocieszenie powiem, że wykłady z interny bydła i koni to tragedia, ale psy i koty są spoko. Profesor prowadził chyba tylko urologię i pulmonologię, może już i tego nie prowadzi... Resztę prowadzili, ci co się na tym znają i mi się te wykłady podobały Wiadomo pewnie każda uczelnia ma swój zestaw specjalistów, do którego odsyłają z całego regionu i można popatrzeć na rzadsze/skomplikowane rzeczy (no różnie może być z Krakowem/Poznaniem chyba, że już zbudowali kliniki i pozyskali znane nazwiska).
  12. Ktoś mi kiedyś opowiadał o praktykach u Przewoźnego... kojarzę że jedna doktorantka i jeszcze ktoś. Z tego co pamiętam ostry zapieprz, ale raczej pozytywne wspomnienia, a Przewoźny ma dobre opinie jako lekarz. Na resztę nie odpowiem, zawsze byłam antykońska. Pewnie początki są trudne, bo ma się mniejsze obycie z końmi itd, ale pewnie przy odpowiedniej pracy jakoś się to wyrównuje.
  13. Niektórzy trochę patrzą słyszałam głosy, że są tacy co lubią ludzi po swojej uczelni, bo gdzie indziej to "dziwnie" uczą. Nowe wydziały mają o tyle pod górkę, że nie mają pracodawców po swojej uczelni, no i jest ta niechęć do nowych wydziałów, bo tam przecież nie ma PWZ, uczą zootechnicy itd (tak to są plotki, ale powszechnie znane i pierwsze lata absolwentów będą musiały je dementować). A na typowej rozmowie o pracę raczej nie patrzą w dyplom tylko odpytują z wiedzy, czasem każą coś zrobić i pytają o zarobki (wiadomka trzeba wziąć tego co się mniej ceni :DDDD)... ale nigdy na żadnej nie byłam. Po Olsztynie ponoć każdy absolwent robił sterylkę i kastrację, we Wrocławiu robi się sterylki/kastracje kotów w ramach rozrodu psów i kotów, a potem na stażu z rozrodu, ale nie każdy dostąpi tego zaszczytu (ja robiłam i na zajęciach i na stażu ). Prawda jest taka, że we Wro, jeśli chce się umieć coś więcej, trzeba się przykleić do jakiegoś specjalisty (fajnie jest na dermie, na kardio jak się coś ogarnia, mieszane opinie ma neuro - znam bardzo zadowolonych i bardzo niezadowolonych, na radiologii zwłaszcza jak nie boi się pytać, na rozrodzie jak nie ma starszych też może skapnąć jakiś zabieg, na chirurgie też łaziły tłumy, ale akurat ja nie lubię atmosfery tam panującej).
  14. Ja bym nowe uczelnie odpuściła ze względu na ogromną niechęć "środowiska" wobec uczelni i tamtejszych studentów. Wiadomo pracodawcy są różni, a plotka o braku wykonywania zawodu wiecznie żywa (ale to już niedługo będą pierwsi absolwenci, więc plotka powinna zginąć). Studenci nowych wydziałów je polecają, bo jest ich mało na roku i na razie wszyscy pierdzą serduszkami, żeby dobra opinia szła w świat Sama jestem po Wrocławiu - dużo wad, ale swoje zalety też ma... ale na moim roku było 180 osób (stacjo i niestacjo), teraz na pierwszy rok przyjmują ponad 300 - a wydział nie urósł, to musi się odbić na jakości i na mniejszym współczynniku przepychania przez egzaminy. Olsztyniacy zawsze zachwycają się swoją uczelnią, że najlepsza na świecie A w Lublinie jak coś oblejesz to powtarzasz i robisz jednocześnie następny rok awansem, a nie siedzisz na dupie mając jedne ćwiczenia. Nie pomogłam ale nie ma odpowiedzi na to pytanie - nikt nie studiował tego samego roku na każdej uczelni. Zdania są różne w zależności od tego z kim ma się zajęcia, ale nawet w tej samej grupie można znaleźć entuzjastę swojej uczelni i jej wielkiego hejtera.
  15. Można przetrwać bez jakiejkolwiek książki Ja ich trochę mam, praktycznie w każdej przychodni jest jakaś biblioteczka. Niby wszystko się przydaje, ale kupować warto to czym się interesuje... a tego z reguły nie wie się na studiach Co się często widuje w każdej przychodni to: dermatologia, urologia/nefrologia (zwłaszcza kocia), sraczko-rzygaczki. Jak coś się chce kupić to można pomyśleć o czymś przekrojowym czyli np. Nelson "choroby wewnętrzne małych zwierząt" czy ta chirurgia Fossum... a potem dokupować w zależności od potrzeby i zainteresowań (ewentualnie promocji studenckich). Ja kupiłam Fossum w promocji i w tym roku sprzedałam. Chirurgia to nie moja bajka, a i tak mam te książki w pracy (w domu też należące do chłopaka). Raczej z nich nie korzystam.